Galka.MountLab.net
Poligon doświadczalny Damiana Gałki.
Strona główna
Najnowsze newsy
- 10 listopada 2007
- W nocy z niedzieli na poniedziałek (4/5 listopada) wyjechałem ponownie w Bieszczady. Tym razem służbowo i sądziłem, że nie będę miał możliwości pochodzić po szlakach. Moja wizyta w gospodarstwie rolnym w Stężnicy dotyczyła głównie pomiarów powierzchni łąk i pastwisk oraz lasów. Korzystając z tego, że roślinność w lesie trochę "przysiadła" i fakt, iż las stał się bardziej przejrzysty próbowaliśmy ocenić nakład pracy jaki musimy wnieść w następnym sezonie. Szacowaliśmy też ilość materiałów potrzebnych na ogrodzenia czy elektryczne pastuchy. Przy okazji kontrolowaliśmy prace porządkowe (zrywkę nowych i pozyskiwanie drewna np. z potoków) w lesie. Poza tym była to ostatnia kontrola działek i obliczeń przed zgłoszeniem wniosku o unijne dofinansowanie inwestycji modernizujących gospodarstwo.
W poniedziałek udało mi się jednak wyskoczyć do Cerkwi w Łopience, gdzie w starej lipie Wojtek1121 schował skarb geocache, który udało mi się odnaleźć. Następnego dnia spotkaliśmy się z Nadleśniczym i dyskutowaliśmy m. in. o drodze prowadzącej z Przełęczy Hyrcza do Cerkwi oraz o szkodach jakich dokonują w tym miejscu pojazdy mechaniczne. Padł pomysł na wyrównanie tej drogi wspólnymi środkami (ponieważ część leży na terenie gospodarstwa) i zamknięcie jej dla ruchu pojazdów mechanicznych, mniej więcej gdzieś nad cerkwią i tuż za wypałem na Tyskowej. Ci z Was, którzy tamtędy wędrowali będą kojarzyć te miejsca. Tego też dnia próbowaliśmy odnaleźć na terenie gospodarstwa ogromną jodłę, która również ma bardzo dużą dziuplę. Niestety opis jakim dysponowaliśmy w tamtym momencie był zbyt mało dokładny i nie udało nam się jej odnaleźć. Natomiast następnym razem powinniśmy już trafić bez problemu.


W poszukiwaniu takich atrakcji w okolicy w następnych dniach wybraliśmy się również na poszukiwania wodospadu na potoku Czartów Młyn. Ten odnaleźliśmy bez problemu wędrując ścieżką w górę potoku od drugiego przejazdu przez brody w kierunku Wołkowyji. W okolicach wodospadu, kolega o nicku Kopyto ukrył kolejny skarb geocache. Jednak ze względu na sporą ilość śniegu, brak zdjęć i zmęczenie tej skrzyneczki nie odnalazłem.
We wtorek zostaliśmy zaproszeni przez Wiesława Żółtowskiego na kolację do Wincentówki. Jest to gospodarstwo agroturystyczne w Czarnej Dolnej. Wiesław Żółtowski jest dyrektorem generalnym firmy Gold Drop, z którą pierwszy kontakt miałem w trakcie studiów w Wyższej Szkole Biznesu – National Louis University. Jest też Kanclerzem Loży BCC w Chicago. Podczas kolacji poznałem wiele ciekawych osób, w tym Stanisława Korzeniowskiego – dyrektora firmy Re/Max Poland.
Sama Wincentówka to odrestaurowany budynek oferujący pokoje noclegowe w wysokim standardzie oraz szereg atrakcji dla przebywających w gospodarstwie gości. Trofea myśliwskie z całego świata, które ozdabiają cały budynek zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.
W środę pojechałem do Wołosatego (czy Wołosatych, nadal nie wiem jak odmienić nazwę tej miejscowości) odwiedzić koleżankę. Wtedy zaczęły się prawdziwe opady śniegu. Na szczęście udało mi się bezpiecznie pokonać serpentynki na trasie.
Noc z czwartku na piątek spędziłem w Rzeszowie pilnując kolejki przed podkarpackim oddziałem ARiMR. Jak wspomniałem już wcześniej przygotowywaliśmy wniosek dotyczący unijnego dofinansowania modernizacji naszego gospodarstwa. O przyznaniu środków decydować ma kolejność złożonych wniosków. Dawno nie widziałem takiej sytuacji. Tak jak kilkanaście lat temu został powołany komitet kolejkowy pilnujący listy i porządku. Mało tego, nie wystarczył sam wpis pod odpowiednim numerkiem w zeszycie. Co cztery godziny cała lista była odczytywana i jeśli ktoś się nie "odmeldował" trzykrotnie, automatycznie przesuwany był na koniec kolejki. W zeszycie mieliśmy numerek 84, a wniosek został złożony z bodajże 76. Na szczęście obyło się bez bójek wśród rolników tak jak, podobno w Warszawie.
Późno w piątkową noc wróciłem do Bełchatowa.
Komentarze: